04 stycznia 2005

# 84

Bardzo się cieszę, że po dwóch latach wspólnego życia ze sobą, cieszenia się swoimi sukcesami i znoszenia swoich fochów, po dwóch latach wspólnych kąpieli, gotowania razem, upijania się, przejadania, leniuchowania, pracowania i uczenia do upadłego... on w końcu mówi do mnie po imieniu.

Nie jestem już bezimiennym Kochaniem, Słońcem, etc., chociaż to bardzo miłe, ale najmilej zdecydowanie jest jednak słyszeć swoje imię.
To bardzo nowe uczucie w tym Nowym Roku.

Brak komentarzy: